Świadectwo Gabrysi

 Mam na imię Gabrysia, a mój mąż Norbert. Pobraliśmy się w 2000 roku. Od tego czasu zaczęliśmy myśleć o posiadaniu potomstwa. Okazało się, że to wcale nie jest takie łatwe, jak się wydawało. Chodziłam do lekarza, najpierw do przychodni, później na wizyty prywatne. Dostałam też skierowanie do szpitala na laparoskopię, po której miałam zajść w ciążę, ale niestety dalej nie mogłam doczekać się upragnionego dziecka. Zaczęliśmy z mężem jeździć do różnych sanktuariów i prosić o cud macierzyństwa i ojcostwa.

Myśleliśmy, że jeśli lekarze nam nie mogą pomóc, to już na pewno pomoże Matka Boża z jej Synem. Dostałam też propozycję od lekarza, aby poddać się zabiegowi in vitro lub inseminacji ale na to nie wyraziliśmy zgody, bo jeżeli wolą Boga jest abyśmy mieli dziecko, to i bez takich zabiegów się obejdzie. Nadszedł rok 2006 i pod koniec tego roku zaszłam w ciążę. Bardzo się cieszyliśmy, ale plany Boże okazały się inne. W 11 tygodniu ciąży poroniłam. Załamałam się, ale moja rodzina i przyjaciele nie pozwolili, abym wpadła w depresję. Po tych przejściach odpuściłam całkowicie. I tak nadszedł rok 2009, a dokładnie w drugą rocznicę śmierci mojego pierwszego dziecka, Bóg dał mi najpiękniejszy prezent. Jestem w stanie błogosławionym. Z modlitwą, zaufaniem i Bożą pomocą niemożliwe staje się możliwe. Bogu niech będą dzięki