Świadectwo Gabrieli

Nazywam się Gabriela. Jestem mężatką i mamą dwóch dorosłych już synów. Mam 45 lat. W wieku 33 lat zaczęłam chorować. Przed dwunastu laty usłyszałam od lekarzy przerażającą diagnozę: nie będzie mogła pani chodzić, ponieważ w organiźmie są zniszczone zastawki żylne. Miałam problemy krążeniowe, krew spływała na dół, ale już do serca nie mogła wrócić. Czekał mnie wózek inwalidzki. Modliłam się jak tylko potrafiłam. Rodzina mnie wspomagała, ale cierpienia było już za dużo. Choroba postępowała.... Mój organizm nie dawał sobie rady. Ponadto miałam silną anemię i często dostawałam krwotoków. Już nie miałam siły, czułam się jak roślinka. Kilka razy straciłam przytomność, a przy tym towarzyszyły mi straszne bóle, wręcz nie do zniesienia. Brałam bardzo silne leki przeciwbólowe, na które organizm szybko się uodporniał. Ciągle jeździłam po lekarzach. W lipcu tego roku diagnoza wykazała, że mam mięśniaka, którego trzeba szybko usunąć wraz z narządami rodnymi. Byłam załamana, bo takie operacyjne załatwienie sprawy w moim przypadku, w połączeniu z chorobą niedokrwienia – anemii, to wyrok śmierci. Zrobiono badania, ale nie miałam już dużo czasu na zastanawianie się. Operacja musiała się odbyć natychmiast po zrobieniu jeszcze jednych badań, ponieważ brzuch puchł i strasznie bolał, poza tym groziło mi wykrwawienie.

Zrozumiałam, że tylko Bóg może mi pomóc, dlatego też prosiłam wiele osób o modlitwę. Dowiedziałam się, że w kościele świętych apostołów Piotra i Pawła w Opolu będzie miała miejsce Eucharystia z modlitwą o uzdrowienie. Mąż z synem przywieźli mnie tam w potężnych bólach. Modliłam się, żeby Bóg mnie wysłuchał i uzdrowił, bo tylko w Nim była moja nadzieja. Jak jednak miałam się modlić i wyśpiewywać Panu chwałę, kiedy miałam takie silne bóle? W tym dniu modliły się za mnie także osoby świeckie oraz siostry Służebniczki i Karmelitanki Bose. Pomimo bólu podczas tego spotkania usta zaczęły się otwierać do wielbienia Pana. Wkrótce nawet uśmiech pojawił się na moich ustach. Odtąd wielbiłam Pana razem ze wszystkimi, choć ból nie ustawał, wprost przeciwnie, był już nie do zniesienia. Lekarstwa przestawały działać. Już chciałam wyjść z ławki, ale przed oczami wyobraźni stanęli mi ludzie, którzy śmiali się mówiąc: Pan tu uzdrawia, a ona biegnie po jakieś tabletki przeciwbólowe? Więc zostałam, cierpiąc i modląc się dalej.
Podczas tej adoracji Bóg dał mi poznać, że mam wstąpić do grupy modlitewnej – Odnowy w Duchu Świętym. Wyobraźnią zobaczyłam też zmarłą niedawno Elizę, która należała do wspólnoty w Tułowicach. Ona dużo modliła się o moje zdrowie mówiąc: „zaufaj Panu”. Pocieszała mnie, mówiąc „wszystko będzie dobrze”. Podczas adoracji miałam wrażenie, że zachęca mnie do wstąpienia do tej wspólnoty.

Po skończonej adoracji i błogosławieństwie udałam się do domu z uśmiechem na twarzy i z niezwykłą lekkością ducha. W domu zauważyłam, że mój brzuch był już inny. Taki, jak bym przed chwilą urodziła. Opuchlizna zniknęła razem z krwawieniami, a najważniejsze, że nic mnie już nie bolało. Wiedziałam i czułam, że Bóg mnie uzdrowił. Czułam się tak, jakby mnie stworzył na nowo. Kilka dni później zrobiłam badania i wielkie było zdziwienie lekarza, przecież pani jest zdrowa, tu nic nie ma. Po dwóch tygodniach badał mnie już inny lekarz i przeglądał moje wyniki. Potwierdził tym samym, że to niemożliwe, ale tu nic nie ma, wszystko jest takie czyściutkie i powiedział: już żadnej operacji nie będzie, bo ma pani wszystko zdrowe. Po tej wyjątkowej adoracji czułam cud uzdrowienia, Bożą moc, ciepło i miłość, którą mnie otulił. Odtąd jestem silna, nie mam krwotoków i nic mnie nie boli. Chciałabym teraz przytoczyć kilka zdań z Ewangelii (Mk 5, 25 nn):

A pewna kobieta od dwunastu lat cierpiała na upływ krwi. Wiele przecierpiała od różnych lekarzy i całe swe mienie wydała, a nic jej nie pomogło, lecz miała się jeszcze gorzej. Słyszała ona o Jezusie, więc przyszła od tyłu pomiędzy tłumem i dotknęła się Jego płaszcza. Mówiła bowiem: „Żebym się choć Jego płaszcza dotknęła, a będę zdrowa”. (…) Kobieta przyszła zlękniona i drżąca, (…) upadła przed Nim i wyznała mu całą prawdę. On zaś rzekł do niej: „Córko, twoja wiara cię ocaliła, idź w pokoju i bądź uzdrowiona ze swej dolegliwości!”.

Dziś mogę powiedzieć, że to ja jestem tą kobietą, która dwanaście lat cierpiała na krwotok i została uzdrowiona. Moje cierpienie bowiem trwało dokładnie dwanaście lat.

I jeszcze jedno. Otóż na wakacjach, w połowie lipca miałam wypadek. Maszyną do cięcia żywopłotu nadcięłam palec. Z powodu przeciętego nerwu dwa palce były niewładne. Lekarze powiedzieli, żebym się przyzwyczaiła do życia bez nich, bo zszycie nerwu jest niemożliwe. Musiałam więc sobie radzić z trzema palcami u lewej ręki.
Po moim uzdrowieniu, które miało miejsce 24 września tego roku, zaczęłam uczestniczyć w spotkaniach modlitewnych we wspólnocie Winnica i napisałam świadectwo. W sobotę 8 listopada jeszcze dwa razy przeczytałam je zastanawiając się, czy wszystko dobrze napisałam. Po namyśle doszłam do wniosku, że tak. Chwilę później rozpoczęłam mycie podłogi, po chwili postanowiłam odpocząć i posiliłam się winogronem, nieświadomie biorąc go do lewej ręki. Jakie było przy tym moje zdziwienie, kiedy zauważyłam, że on nie wypada z ręki, a przecież dotąd nawet jabłka nie mogłam utrzymać. Już po chwili zaczęłam ruszać palcami, które przez cztery miesiące były zupełnie niesprawne. Płakałam ze szczęścia. Teraz wiem, że Bóg uzdrowił również moje palce. Cieszę się i wielbię Pana. Chwała
Gabriela