Start Świadectwa Świadectwa z Mszy św. z modlitwą o uzdrowienie (27.01.2010)

Świadectwo uzdrowienia

Mam na imię Teresa. W Eucharystiach z modlitwą o uzdrowienie starałam się uczestniczyć w miarę regularnie. Szczególnie w ostatnich dwóch latach przeżywałam strapienie spowodowanie stale pogarszającą się kondycją finansową niewielkiej firmy, którą razem z mężem przez 25 lat prowadziliśmy. W październiku ubiegłego roku byliśmy zmuszeni ją zlikwidować. Za każdym razem prosiłam Pana Boga, aby pozwolił nam spokojnie przez ten etap przejść. Martwiłam się o męża, któremu nie było łatwo pogodzić się z poniesionymi stratami materialnymi. Prosiłam też o pracę, która pozwoliłaby nam funkcjonować po zakończeniu działalności gospodarczej. Miałam świadomość, że proszę o dużo mając na uwadze nasz wiek (54 i 57 lat), ale Pan Bóg jest hojny i wszechmogący. Mąż otrzymał pracę, taką jak lubi, godziwie wynagradzaną, już tydzień przed planowanym zakończeniem działalności, a ja trochę później. Nie było czasu na rozpaczanie i użalanie się. Przez kolejne Eucharystie dziękowałam za ogrom łask, które w tym czasie na nas popłynęły.

Na ostatnią Eucharystię w marcu bieżącego roku nie miałam w planie przyjeżdżać i przyszła mi taka myśl „jestem zmęczona i nie muszę być zawsze i wszędzie”. Kiedy zadzwoniła do mnie nasza liderka z zapytaniem czy nie podjęłabym się modlitwy osłonowej, natychmiast zmieniłam zdanie i uznałam, że Pan Bóg zaprasza mnie na to szczególne spotkanie z Nim. Pojechałam i chociaż problemów mi nie brakuje to jakoś wydawało mi się, że mój pakiet łask już wyczerpałam i nie powinnam o nic prosić a jedynie kolejny raz podziękować za to łagodne przejście do nowego etapu w naszym życiu. W drodze do Opola w myślach precyzowałam intencję dziękczynną, ale też nie dawały mi spokoju moje niedomagania zdrowotne. Przez ostanie dwa lata z powodów finansowych nie byliśmy uprawnieni do świadczeń zdrowotnych. Codziennie rano błagałam Pana Boga, aby dał nam przeżyć ten dzień bez konieczności korzystania z płatnej opieki lekarskiej a wieczorem dziękowałam, że zostałam rano wysłuchana i tak nieustannie przez dwa lata.
Kiedy w styczniu bieżącego roku zaczął się nasilać ból prawego kolana postanowiłam, że chociaż jestem już objęta świadczeniem zdrowotnym to pocierpię trochę, jako wynagrodzenie za dwa lata niezawodnego zdrowia, zarówno mojego jak i męża. Oszczędzając prawe kolano przemęczyłam lewe i tak w lutym bolały mnie już obydwa. Czułam ból podczas klękania, wsiadania do samochodu, chodzenia po schodach. Jazda rowerem była niemożliwa. W marcu ból już wyrywał mnie ze snu, ale postanowiłam, że do lekarz pójdę dopiero wtedy, kiedy już nie wytrzymam.
Podczas marcowej Adoracji w końcu się odważyłam i wypowiedziałam nieśmiało „ Panie, a może tak moje kolana?” Mieszkam w małej wiosce i trudno byłoby funkcjonować, jeżeli choroba uniemożliwiłaby mi prowadzenie samochodu. W tym momencie usłyszałam „ jest z nami kobieta , której coraz trudniej klękać, Jezus przychodzi i uzdrawia twoje kolana”. Nie miałam żadnych wątpliwości, że to o moje kolana chodzi. Poczułam gwałtowne uderzenie ciepła i mrowienie. Noc przespałam spokojnie a w trzeciej dobie całkowicie ustąpił ból mogę klękać, skakać, jeździć rowerem itp. Chwała Panu Bogu , który uzdrawia nawet wtedy, gdy nie mamy odwagi prosić!