Zdrowie i choroba, radość i smutek, długie leczenie i modlitwa o uzdrowienie. Mamy prawo pytać o to, czy Bóg uzdrawia. Cieszymy się, gdy słyszymy świadectwa uzdrowienia. Większa radość jest gdy uzdrowienia doświadcza ktoś z naszego otoczenia lub my sami. Uzdrowienie kojarzy się nam często z uzdrowieniem chorób naszego ciała. A co powiedzieć o tym, jeśli ktoś doświadcza łaski nawrócenia po wielu latach? A co z tymi, którzy po długim czasie gniewu zaczynają się do siebie odzywać? Co z tymi, którzy po modlitwie adoracyjnej lub po spowiedzi świętej doświadczają uwolnienia z różnych nałogów i grzesznych przyzwyczajeń? Co mają powiedzieć ci, którzy jeszcze niedawno nie mieli ochoty do życia, a teraz są jak nowonarodzeni? Czy nie są to uzdrowienia?
     Jeśli któryś z wymienionych wyżej przykładów widzisz u siebie, napisz do nas. Jeśli po Mszach świętych z modlitwą o uzdrowienie (w Opolu) zauważyłeś, że Twoje życie jest inne, jeśli inni powiedzieli Ci, że coś się z Tobą stało, nie zostawiaj tego tylko dla siebie. Świadectwo działania Bożego w Twoim życiu będzie zamieszczone poniżej, aby innym dodać odwagi i udzielić zachęty, aby nie ustawali w gorącej modlitwie do Boga. Twoja radość będzie powodem radości tych, którzy przeczytają Twoje świadectwo. Będzie to oczywiście oddaniem chwały Panu Bogu, który żyje i działa pośród swoich dzieci.
Czekamy na twoje świadectwo! Niech chwała Boga rozszerza się po naszej okolicy! 

Świadectwa prosimy nadsyłać na adres Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.
 

Świadectwo Gabrieli

Nazywam się Gabriela. Jestem mężatką i mamą dwóch dorosłych już synów. Mam 45 lat. W wieku 33 lat zaczęłam chorować. Przed dwunastu laty usłyszałam od lekarzy przerażającą diagnozę: nie będzie mogła pani chodzić, ponieważ w organiźmie są zniszczone zastawki żylne. Miałam problemy krążeniowe, krew spływała na dół, ale już do serca nie mogła wrócić. Czekał mnie wózek inwalidzki. Modliłam się jak tylko potrafiłam. Rodzina mnie wspomagała, ale cierpienia było już za dużo. Choroba postępowała.... Mój organizm nie dawał sobie rady. Ponadto miałam silną anemię i często dostawałam krwotoków. Już nie miałam siły, czułam się jak roślinka. Kilka razy straciłam przytomność, a przy tym towarzyszyły mi straszne bóle, wręcz nie do zniesienia. Brałam bardzo silne leki przeciwbólowe, na które organizm szybko się uodporniał. Ciągle jeździłam po lekarzach. W lipcu tego roku diagnoza wykazała, że mam mięśniaka, którego trzeba szybko usunąć wraz z narządami rodnymi. Byłam załamana, bo takie operacyjne załatwienie sprawy w moim przypadku, w połączeniu z chorobą niedokrwienia – anemii, to wyrok śmierci. Zrobiono badania, ale nie miałam już dużo czasu na zastanawianie się. Operacja musiała się odbyć natychmiast po zrobieniu jeszcze jednych badań, ponieważ brzuch puchł i strasznie bolał, poza tym groziło mi wykrwawienie.

Czytaj więcej...